,.....i niestety nie wyszłyśmy do domu.Chemia ,którą Natalka teraz dostaje bardzo podwyższa nam próby wątrobowe. Nie są one bardzo wysokie ,ale dziś dyżuruje sama Pani Profesor i wypisu nie ma. Na pocieszenie powiem tylko tyle .że jutro podobno mamy iść na przepustkę do poniedziałku, ale nie piszę ,że już na pewno bo nie jestem tak do końca o tym przekonana.
To był udany tydzień mimo iż spędzony w szpitalu i tyle dodatkowych spraw się działo.Psychicznie jestem spokojna bo wszyscy poza nami wyszli ze szpitala na wypis i dobrze się mają , spędziłam dużo czasu z Natalką, byłyśmy na koncercie operowym w auli w szpitalu( było świetnie, Natalce bardzo sie to podobało) ,a także miałam możliwość porozmawiania z Agatą, zobaczyłam Sandrusię, która naprawdę dobrze wygląda ,nie płakała ,a to znaczy ,że leki działają a jej stan się na razie unormował, Tak bardzo się ucieszyłam na informację ,że Agata postanowiła zabrać ją do domu i że na szczęście to szpital załatwia za Agatę wszelkie sprawy związane z hospicjum, transportem, lekami i innymi rzeczami Bardzo dobrze ,że nie musi mieć tego jeszcze na głowie, Oby wszystko dobrze się ułożyło.
,.....co do mnie i Mariusza to nie chcę dzis na ten temat pisać ,bo dzień był udany tak ogólnie a Natalka dostała swój upragniony domek dla lalek barbii.
.... Posty o życiu , codziennym życiu ... O tym co w danej chwili czuje , co spotyka mnie i moich bliskich...
sobota, 25 lutego 2012
piątek, 24 lutego 2012
wspomnienie 2: dziadkowie
....moje dzieciństwo po tym jak mama wyjechała nie było od razu takie trudne ...jej rodzice , a moi dziadkowie bardzo nas kochali i pomagali tacie.
Pamiętam wyjazdy na działkę gdzie mogłam razem z bratem szaleć, było fajnie ,Tata zabierał nas na weekendy do domu , nie brakowało nam niczego bardzo się starał i pamiętam jak dziś jak na lalce uczyłam go robić warkocza tak żeby mnie umiał ładnie czesać,Bardzo go kocham chociaż dziś oboje mamy tak trudne charaktery, że trudno się nam rozmawia bo bardzo się różnimy lub tak bardzo jesteśmy do siebie podobni:)....a żeby było ciekawiej razem pracujemy.
Pewnego razu kiedy tata odwoził nas do dziadków w niedziele pokłócili się tak bardzo ,że nie pamiętam wcześniej ,żebym kiedykolwiek się tak bardzo bała. Oczywiście powodem kłótni była mama ,która nie wracała a przecież miała jechać tylko na sześć miesięcy .Byłam mała i nie wiedziałam ,że to już minął rok a jej nie ma , nie odczułam tego chociaż telefonów i listów było coraz mniej. Nie przy puszczałam, że nas zostawi do czasu kiedy w życiu taty pojawił się ktoś inny,
Przez jakiś czas zostałam z dziadkami, którzy wygonili tatę ze swojego mieszkania zatrzymując mnie przy sobie .Tata zrobił wszystko ,żeby mnie odzyskać i nie wiem dokładnie co , ale udało mu się.....wtedy właśnie dorosłam i zrozumiałam ,że nie zobaczę już więcej mojej biologicznej matki.
Kontakty dziadków już nigdy się nie ociepliły i już nie jeździliśmy do dziadków ,to oni po dłuższym czasie zaczęli odwiedzać nas, ale to nie było już to samo.Miałam trochę do taty żal ,że nie dogadał się z dziadkami i nie odstawili tego wszystkiego na bok, ale dziadkowie też tego nie ułatwiali tak więc wina była po obu stronach.
Po jakimś czasie telefony z USA umilkły na dobre, z tego wszystkiego co od niej dostałam pamiętam tylko rower i jej kolorowe zdjęcia z wesołego miasteczka z Chicago. Żenada.
Najbardziej szkoda było mi mojego brata , który młodszy co prawda tylko o rok , ale bardzo przeżył wyjazd mamy i nigdy się z tym nie pogodził i kiedy znowu po latach się odezwała jego nadzieja ,że mama wróci , czy może zabierze go do siebie a w końcu ,że go kocha wróciła ...tyle ,że na marne, a rozczarowanie było jeszcze bardziej bolesne niż to jej porzucenie....
Wtedy już sobie obiecałam, że nie zrobię krzywdy swoim dzieciom i nie pozwolę ,żeby kiedykolwiek działa im się krzywda.
Pamiętam wyjazdy na działkę gdzie mogłam razem z bratem szaleć, było fajnie ,Tata zabierał nas na weekendy do domu , nie brakowało nam niczego bardzo się starał i pamiętam jak dziś jak na lalce uczyłam go robić warkocza tak żeby mnie umiał ładnie czesać,Bardzo go kocham chociaż dziś oboje mamy tak trudne charaktery, że trudno się nam rozmawia bo bardzo się różnimy lub tak bardzo jesteśmy do siebie podobni:)....a żeby było ciekawiej razem pracujemy.
Pewnego razu kiedy tata odwoził nas do dziadków w niedziele pokłócili się tak bardzo ,że nie pamiętam wcześniej ,żebym kiedykolwiek się tak bardzo bała. Oczywiście powodem kłótni była mama ,która nie wracała a przecież miała jechać tylko na sześć miesięcy .Byłam mała i nie wiedziałam ,że to już minął rok a jej nie ma , nie odczułam tego chociaż telefonów i listów było coraz mniej. Nie przy puszczałam, że nas zostawi do czasu kiedy w życiu taty pojawił się ktoś inny,
Przez jakiś czas zostałam z dziadkami, którzy wygonili tatę ze swojego mieszkania zatrzymując mnie przy sobie .Tata zrobił wszystko ,żeby mnie odzyskać i nie wiem dokładnie co , ale udało mu się.....wtedy właśnie dorosłam i zrozumiałam ,że nie zobaczę już więcej mojej biologicznej matki.
Kontakty dziadków już nigdy się nie ociepliły i już nie jeździliśmy do dziadków ,to oni po dłuższym czasie zaczęli odwiedzać nas, ale to nie było już to samo.Miałam trochę do taty żal ,że nie dogadał się z dziadkami i nie odstawili tego wszystkiego na bok, ale dziadkowie też tego nie ułatwiali tak więc wina była po obu stronach.
Po jakimś czasie telefony z USA umilkły na dobre, z tego wszystkiego co od niej dostałam pamiętam tylko rower i jej kolorowe zdjęcia z wesołego miasteczka z Chicago. Żenada.
Najbardziej szkoda było mi mojego brata , który młodszy co prawda tylko o rok , ale bardzo przeżył wyjazd mamy i nigdy się z tym nie pogodził i kiedy znowu po latach się odezwała jego nadzieja ,że mama wróci , czy może zabierze go do siebie a w końcu ,że go kocha wróciła ...tyle ,że na marne, a rozczarowanie było jeszcze bardziej bolesne niż to jej porzucenie....
Wtedy już sobie obiecałam, że nie zrobię krzywdy swoim dzieciom i nie pozwolę ,żeby kiedykolwiek działa im się krzywda.
i wypis ze szpitala fruuu odleciał...ale do jutra:)
dziś miałyśmy wyjść do domu na wypis i kolejny raz podstawić się na kolejną chemię piątego marca.Wszystko zapowiadało się super bo wypłukałyśmy się z chemii i już wczoraj wszyscy mówili ,że pójdziemy do domu a tu nagle taka nie miła niespodzianka......Natalka ma powiększone próby wątrobowe i musimy zostać do jutra.Mimo ,że pilnujemy diety na pewno bardziej niż dietetyczki szpitalne chemia robi swoje i niestety są skutki uboczne.Nie jest bardzo źle ,ale nasza Pani doktor bardzo dba o pacjentów ,których ma pod sobą i postanowiła nas zostawić do jutra.
Tak w głębi serca nie chciałam iść do domu, chciałam uniknąć ewentualnych spięć miedzy Mariuszem odnośnie tego ,że nie zamierzam wrócić z Natalką do domu tylko naprawdę się wyprowadzam i stało się, tyle ,że szkoda,że kosztem zdrowia Natalki. Tęskni mi się za Hubercikiem i bardzo mi go brakuje trzy dni go nie widziałam...cała wieczność.....i do tego głowa zaprzątana problemami ,tak bardzo się martwię ,że poniesiemy porażkę na zawodowej drodze, w którą włożyliśmy tyle serca i pracy. Widzę jak te problemy narastają , a wszystko kręci się wokół kasy i tego ,że mamy jej tak naprawdę mało,żeby toczyć bitwy z właścicielem lokalu ,który wynajmujemy już nie mówię o wojnie która już niebawem się zacznie w sądzie.
Tak w głębi serca nie chciałam iść do domu, chciałam uniknąć ewentualnych spięć miedzy Mariuszem odnośnie tego ,że nie zamierzam wrócić z Natalką do domu tylko naprawdę się wyprowadzam i stało się, tyle ,że szkoda,że kosztem zdrowia Natalki. Tęskni mi się za Hubercikiem i bardzo mi go brakuje trzy dni go nie widziałam...cała wieczność.....i do tego głowa zaprzątana problemami ,tak bardzo się martwię ,że poniesiemy porażkę na zawodowej drodze, w którą włożyliśmy tyle serca i pracy. Widzę jak te problemy narastają , a wszystko kręci się wokół kasy i tego ,że mamy jej tak naprawdę mało,żeby toczyć bitwy z właścicielem lokalu ,który wynajmujemy już nie mówię o wojnie która już niebawem się zacznie w sądzie.
WSPOMNIENIA Z DZIECIŃSTWA
wracając do najmłodszych lat pierwsze wspomnienie jakie przychodzi mi do głowy to wakacje w Bułgarii z rodzicami. To jedyne pozytywne wspomnienie z moją biologiczną mamą. To były bardzo udane wakacje , zwłaszcza ,że w tamtych czasach taki wyjazd to nie było to co teraz kiedy możemy w każdej chwili iść do biura turystycznego i jechać gdzie się chce. Pamiętam z tych wakacji również to ,że o mały włos a utopiłabym się w basenie wygłupiając z kółkiem z którego w pewnym momencie wyśliznęłam się i poszłam pod wodę, dobrze, że cała akcja odegrała się przy brzegu basenu i ,że siedział na murku jakiś gość bo to właśnie jego nogi się uczepiłam jak już byłam pod wodą.....
po powrocie z wakacji szybko dorosłam, może tak szybko jak teraz moja Natalka....szybko z bajki wróciłam na ziemię...moja mama pojechała do USA, wyjazd załatwili jej rodzice czyli moi dziadkowie i na pewno żałowali tego do końca swych dni. Pojechała zarobić, razem z tatą wyszli z założenia ,że skoro on jeździł za granice do pracy to ona też może....ale przeczuwał ,że nie wróci i miał racje.....dziś wiem ,że jej wyjazd to poza wakacjami w bułgarii najlepsze co mogła dla mnie i mojego brata zrobić,ale dowiedziałam się tego po długim czasie i nie zawsze miałam do tego stosunek taki jak dziś.
Kiedyś postanowiłam sobie ,że nie będę popełniać błędów rodziców i jak założę rodzinę to będę o nią walczyć i że na pewno nie zostawię swoich dzieci, dlatego trudno mi dziś podjąć jednoznaczną decyzję odnośnie rozstania bo na dzień dzisiejszy muszę rozdzielić Hubcia od Natalki, a do tego świadomość ,że zostawiam Mariusza ze sprawami ,które na pewno zaważą w przyszłości na przyszłość naszych dzieci nie daje mi spokoju.Najbardziej mnie wkurza fakt ,że Mariusz zamiast skupić się na rzeczach i sprawach ważnych , zamiast zająć się wszystkim jak należy to podłącza internet w domu, wiesza zasłonki itd zero odpowiedzialności!!! co się z nim dzieje???
po powrocie z wakacji szybko dorosłam, może tak szybko jak teraz moja Natalka....szybko z bajki wróciłam na ziemię...moja mama pojechała do USA, wyjazd załatwili jej rodzice czyli moi dziadkowie i na pewno żałowali tego do końca swych dni. Pojechała zarobić, razem z tatą wyszli z założenia ,że skoro on jeździł za granice do pracy to ona też może....ale przeczuwał ,że nie wróci i miał racje.....dziś wiem ,że jej wyjazd to poza wakacjami w bułgarii najlepsze co mogła dla mnie i mojego brata zrobić,ale dowiedziałam się tego po długim czasie i nie zawsze miałam do tego stosunek taki jak dziś.
Kiedyś postanowiłam sobie ,że nie będę popełniać błędów rodziców i jak założę rodzinę to będę o nią walczyć i że na pewno nie zostawię swoich dzieci, dlatego trudno mi dziś podjąć jednoznaczną decyzję odnośnie rozstania bo na dzień dzisiejszy muszę rozdzielić Hubcia od Natalki, a do tego świadomość ,że zostawiam Mariusza ze sprawami ,które na pewno zaważą w przyszłości na przyszłość naszych dzieci nie daje mi spokoju.Najbardziej mnie wkurza fakt ,że Mariusz zamiast skupić się na rzeczach i sprawach ważnych , zamiast zająć się wszystkim jak należy to podłącza internet w domu, wiesza zasłonki itd zero odpowiedzialności!!! co się z nim dzieje???
czwartek, 23 lutego 2012
rozstanie dzień drugi:)
....dzisiejszy dzień
utwierdził mnie w przekonaniu ,że podjęłam właściwą decyzje bo tonący łapie się .....dosłownie wszystkiego .Najzabawniejsze dla mnie jest to ,że przed swoją mamą ukrył fakt całego zajścia, wieszał dzisiaj firanki i zasłony w domu i dalej nie traktuje poważnie tego co mu oświadczyłam. Jutro najprawdopodobniej wychodzimy z Natalką ze szpitala i mam poważny zgryz co zrobić .Decyzje podjęte odnośnie rozstania są dobrymi to wiem na pewno,ale zsatanawiam się czy faktycznie chce być Świętym mikołajem skoro Mariusz nie potrafi uszanować pewnych moich decyzji i zniża się poniżej pasa z tymi złośliwościami. Poskarżył sie mojej siostrze i rodzicom ,którzy o niczym nie wiedzieli i nieświadomie zadzwonili na telefon komórkowy który mu zostawiłam że jestem złą matką, nie dbam o dzieci, nie robie zakupów, nie sprzątam, nie gotuje i huja robie w pracy:):))....usmiałam się i przeprosiłam rodziców że musieli tego w ogóle wysłuchać. Wkurzył sie jeszcze bardziej ....bo nie odezwałam sie na ten temat ani słowem. Wieczorem wczoraj był w szpitalu i nie zamienił ze mną ani słowa, ale wychodząc pysknął do mnie ,że chce Natalkę widzieć w piątek w domu- To jedyny argument jaki mu został do wykorzystania przeciwko mnie, bo doskonale wie ,że nie ma takiej opcji po pierwsze ,że sie na to nie zgadzam po drugie Natalka umie mówić i zaznaczyła wyraźnie ,że zostaje ze mną, Może wszystko byłoby ok gdyby nie to ,że to Natalka mnie poprosiła ,żebym posłuchała taty i nie kłóciła się z nim to wtedy nadal będziemy razem. Tyle,że ja już nie chce mam dość sprzeczania się ,jego fochów i zachowania jakie ostatnio reprezentuje, Poza tym teraz to tylko myślałabym o zabezpieczeniu tego co mi się prawnie należy, a przecież nie o to w związku i rodzinie chodzi. Dziś przyjechał wieczorem Natalka już spała, oddał mi telefon ,ale nie wiem po co ,Wiem natomiast ,że głowka zaczyna mu pracować i wie jak bardzo źle robi....tylko czy to coś w ogóle zmieni????
utwierdził mnie w przekonaniu ,że podjęłam właściwą decyzje bo tonący łapie się .....dosłownie wszystkiego .Najzabawniejsze dla mnie jest to ,że przed swoją mamą ukrył fakt całego zajścia, wieszał dzisiaj firanki i zasłony w domu i dalej nie traktuje poważnie tego co mu oświadczyłam. Jutro najprawdopodobniej wychodzimy z Natalką ze szpitala i mam poważny zgryz co zrobić .Decyzje podjęte odnośnie rozstania są dobrymi to wiem na pewno,ale zsatanawiam się czy faktycznie chce być Świętym mikołajem skoro Mariusz nie potrafi uszanować pewnych moich decyzji i zniża się poniżej pasa z tymi złośliwościami. Poskarżył sie mojej siostrze i rodzicom ,którzy o niczym nie wiedzieli i nieświadomie zadzwonili na telefon komórkowy który mu zostawiłam że jestem złą matką, nie dbam o dzieci, nie robie zakupów, nie sprzątam, nie gotuje i huja robie w pracy:):))....usmiałam się i przeprosiłam rodziców że musieli tego w ogóle wysłuchać. Wkurzył sie jeszcze bardziej ....bo nie odezwałam sie na ten temat ani słowem. Wieczorem wczoraj był w szpitalu i nie zamienił ze mną ani słowa, ale wychodząc pysknął do mnie ,że chce Natalkę widzieć w piątek w domu- To jedyny argument jaki mu został do wykorzystania przeciwko mnie, bo doskonale wie ,że nie ma takiej opcji po pierwsze ,że sie na to nie zgadzam po drugie Natalka umie mówić i zaznaczyła wyraźnie ,że zostaje ze mną, Może wszystko byłoby ok gdyby nie to ,że to Natalka mnie poprosiła ,żebym posłuchała taty i nie kłóciła się z nim to wtedy nadal będziemy razem. Tyle,że ja już nie chce mam dość sprzeczania się ,jego fochów i zachowania jakie ostatnio reprezentuje, Poza tym teraz to tylko myślałabym o zabezpieczeniu tego co mi się prawnie należy, a przecież nie o to w związku i rodzinie chodzi. Dziś przyjechał wieczorem Natalka już spała, oddał mi telefon ,ale nie wiem po co ,Wiem natomiast ,że głowka zaczyna mu pracować i wie jak bardzo źle robi....tylko czy to coś w ogóle zmieni????
środa, 22 lutego 2012
rozstanie
...już od kilku dni biłam się z myślami, wczoraj jadąc autem z ojcem swoich dzieci, podczas kłótni oddałam mu telefon i wysiadłam ...dziś zabrałam z mieszkania na jego "prośbę" tylko swoje rzeczy zostawiając wszystko na co pracowaliśmy wspólnie przez tyle lat.Nie przeraża mnie to. Chociaż zostaje z ogromnymi długami ,i odchodzę bez niczego boli mnie tyko fakt ,że poniosłam klęskę i nie udało mi się stworzyć pełnej rodziny moim dzieciom i że człowiek którego pokochałam za którym stałam murem bez względu na to czy miał racje czy nie dziś zachował się jak szczeniak. Widząc,że jestem ponad jego złośliwościami chwyta się wszystkiego by mi dokuczyć i utrudnić sytuację ,która i tak nie jest łatwa, a do której podchodzę tylko i wyłącznie dlatego tak spokojnie ponieważ mamy wspólnie dzieci i chce im zaoszczędzić dodatkowego stresu. Może nie byłabym tak przekonana o tym ,że koniec tego związku nie jest moją winą gdyby nie słowa naszych znajomych i jego rodziny .Zresztą to nie istotne kogo to wina, szkoda ,że chce podkładać sobie pod nogi kłody, które tylko pogorszą między nami sytuację. Nie wiem jak bardzo go musiałam kochać ,że nie widziałam tych wszystkich złych rzeczy i nie poznałam się na nim w momencie kiedy mu zaufałam.Jest mi bardzo przykro.
poniedziałek, 20 lutego 2012
tydzień w domu
....to był udany tydzień jesli chodzi o pobyt Natalki w domu, co prawda trochę nas nastraszyła kiedy puściła jej się krew z nosa i odparzyła pupę, ale pożar został ugaszony, bez potrzeby jechania do szpitala przed czasem. Najważniejsze to że mogliśmy pobyć wszyscy razem w domu.. Hubert tak bardzo sie ucieszył na widok Natalki, że łzy wzruszenia kręciły mi się w oku kiedy taki mały brzdąc przytulał mocno swoją siostrzyczkę- cudowny widok,
....To bardzo ważny tydzień w żuciu Natalki bo w piątek tj. 17 lutego wyrwaliśmy pierwszego mleczaka, była bardzo dzielna i obyło się bez dentysty- zuch dziewczynka.:)
Dziś zaczynamy drugi cykl protokołu M, najgorsza w tym wszystkim jest znowu punkcja i to leżenie 4 godziny po-mam nadzieję ,że wszystko pójdzie gładko, bardzo bym chciała, żeby Natalka miała to już za sobą..
Postanowiłam prowadzić internetowy pamiętnik, i mam ochotę zacząć w nim pisać od samego początku tj. dzieciństwa tak też zrobię bo ostatnio coś bierze mnie na wspomnienia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)