czwartek, 17 stycznia 2013

... Od nowego roku same przykrości spotykają mnie w temacie praca, firma... miałam nadzieje ze nowe miejsce , duzo niższy czynsz oraz normalny wynajmujacy mi to zapewnia. Wszystko było by dobrze gdyby wynajmujacy był normalny i uczciwy a jak sie okazało niestety tak nie jest.... Same problemy , mimo iż wplacilam kaucje oraz czynsz i to przed czasem same nie miłe niespodzianki mi serwują , zerwali umowę z dostawca prądu , dzis wynajęli firmę ochroniarska która miała mnie nie wpuścić do lokalu . Nie istotne jest to ze racja jest po mojej stronie , potwierdzona dokumentami ale to ze znowu nerwy, tracenie czasu na chodzenie po urzędach , itd . Najsmieszniejsze w tym wszystkim jest to ze powodem ich działań jest moja prośba na usunięcie usterek o których mi nie wspomniano a mianowicie niesprawna kanalizacja i odcięcie przez to wody i uszkodzony dach , ktory w te dni ostatnie odwilży ujawniły ze mimo iż poprzedni najemca informował o tym problemie oni ten problem zataili ... Do tego dochodzą nerwy i jak zwykle kończy sie to ze wkurzamy sie z Mariuszem miedzy sobą zupełnie niepotrzebnie. Najbardziej mnie denerwuje ze Mariusz widzi wyłącznie błędy innych a swoich nie, nie mam juz siły na to wszystko i gdyby nie dzieci dałabym sobie z tym wszystkim spokój .... a tak wiem ze muszę jeszcze wytrzymać, zacisnac zeby przebolec to wszystko w sobie.... To wszystko rozswieca wyłącznie to ze moje szkrabki maja sie dobrze i są zdrowe dlatego nie poddaje sie i walczę o to co wydaje mi sie słuszne .kiedy byłam mała a moja rodzina sie rozpadła obiecalam sobie ze za wszelka cenę bede walczyć o to by moje dzieci miały pełna rodzine . Coraz częściej jednak uważam ze ta pełna rodzina nie oznacza wcale niczego lepszego a potwierdzeniem na to są słowa szescioletniej córki .... Natalko mam nadzieje ze kiedyś znajdziesz czas by poczytać mamy bloga i choć w małym stopniu zrozumiesz to co mną kierowalo by podejmować właśnie takie decyzje . Wierze w to ze swoją mądra główka i świeżym spojrzeniem na życie bedziesz potrafiła dobrze wybrać ....

wtorek, 25 grudnia 2012

Te święta ......

... Wigilia- chciałabym beztrosko zasiąść do stołu i śpiewać kolendy , cieszyć sie z prezentów ....te święta są jednak inne , zupełnie inne i szczerze nie wiem ile czasu będzie musiało upłynąć by było jak kiedyś i czy wogole tak jak kiedyś znowu będzie ... Jedyne co mogło by przywrocic blask świat to obraz mnie za kilkanaście lat przy stole cała rodzina z dziećmi i wnukami:)..... W te święta łącze sie w bólu z Agata, każdy dzień w moim życiu odkad je znam to dzień w którym mi towarzysza... Nie ma dnia bez łez , zyczylam Agacie aby Sandrusia w wigilię ,w kazda wigilię była dla nas ta pierwsza gwiazdka najjasniej swiecaca.... Wiem ze bardzo cierpi i nawet nie mowie ze wiem co czuje , nie chce tego wiedziec , bo rozumie to tylko ten kto przezyl strate dziecka .....Sandrusiu tak bardzo cię brakuje i choć jestem obca ci osoba myśle o Tobie i Twojej mamusi każdego dnia , to moje najsmutniejsze święta w życiu ....

środa, 19 grudnia 2012

Sebastian Dziwisz [*]

Napisałam wczoraj posta , wystarczyłoby tylko go przeczytać poprawić błędy , bo pisany na szybko na telefonie w tramwaju.... a jednak po wczorajszej wizycie Natalki w szpitalu na wizycie kontrolnej , to wszystko co chciałam napisać , opublikować , to nic z tym o czym sie dowiedziałam ... Sebastiana juz z nami nie ma , wspaniały chłopiec , mlody mężczyzna bo ur 30 września 1996 r zmarł( nie znam dokładnej daty ), Ania wróciła z nawrotem inne dzieci których imion teraz nie pamietam tez nie najlepiej.... to wszystko jest przerażające . ... atmosfery świat nie czuje wogole i choć zmuszona jestem swój wyjazd trochę przesunąć i swieta spędzić w Polsce wartości dla mnie nie maja zadnej ... Sebastianie Kochany spoczywaj w spokoju .... [*]

sobota, 24 listopada 2012

Szprotka [*]

.... W takich chwilach trudno cokolwiek z siebie wydusic..... wszystko traci sens. Choć nie znałam tego chłopca los jego i jego rodziców ....stal mi sie bliski ....boli strasznie każda myśl ze grono Aniołkow rośnie, ze Bog który cholera wie tak naprawdę czy wogole istnieje zabiera tych których nie powinien....patrzę na zdjęcia tych dzieciatek, czytam ich historie przestaje wierzyć ze nasze życie ludzkie życie ma sens. Codzienne zmagania , walka o lepszy byt to bezsens ....mam dość listopada, coraz częściej to w co wierzyłam schemat corocznych świat i tego co powinno dla nas ludzi być ważne nie ma dla mnie sensu liczą sie tylko moje dzieci i spokój ducha. Może to nie poprawne i nie właściwe co teraz napisze , ale przypomniało mi sie jak mariusz z dwa lata temu kazał , a raczej uczył Natalki całego pacierza , a ona pewnego dnia zaczęła go powtarzać w toalecie w galerii.... gdzie jest ten Bóg , który odbiera rodzicom to co kochają najbardziej na świecie i to po co tak naprawdę żyjemy . ( Z góry przepraszam jeśli kogoś urazilam słowami , tak dzis to wszystko czuje , to mogłam napisać miedzy tymi wszystkimi wylanymi łzami ... )

czwartek, 22 listopada 2012

Urodziny Mariusza

...22 listopada urodziny mariusza , od kilku dni mamy ciche dni . Najzwyczajniej nie rozmawiamy ze sobą , życzenia wyslalam mu smsem... Cyt "Wszystkiego najlepszego od nierzetelnego pracownika i najgorszej drugiej połówki jaka mogła Ci sie wogole trafić .... a tak serio , żebyś osiągnął w życiu to o czym marzysz i dużo zdrowia. Konkubina"... ... Ponieważ byłam obok widziałam jego reakcje, może jetem zbyt pewna swego , sama do siebie sie śmiałam :), ... Wieczorem małe przyjęcie , znajomi...teraz wszyscy śpią a ja z psem na spacerze.... Buziaki:)

środa, 21 listopada 2012

Przepraszam, ze ucichlam.....

Ucichlam bo słowa nie kleja sie w całość , pisałam i mazalam tak w kółko .... mam z 7 postów , ale nie opublikuje ich bo nawet nie da sie ich zrozumieć ....jakby pisane po chińsku , albo jeszcze w innym równie prostym języku. Nigdy nie lubiłam listopada , a od zeszłego roku to już wogole. Jestem zmęczona i jak nie należę do skarzacych czy uzalajacych sie nad sobą ludzi to mam ochotę właśnie to robić . U nas wszystko tak szybko sie zmienia ze często to co chciałam napisać rano nieaktualne było już popołudniu , a wieczorami jeszcze inaczej. Tak w wielkim skrócie to od pierwszego dzieci mam chore na grypę już było wszystko ok w poniedziałek Natalka poszła do przedszkola ... o zreszta tylko w poniedziałek , a dzis Huberta znowu kicha. W Paryżu nie byliśmy choćby właśnie dlatego , po drugie pojedziemy jak będzie cieplutko . I tak wszystko co sobie zakladalam, planowałam zmienia sie jak w kaejdoskopie. Oby tylko Egipt wypalił bo dopadają mnie stany depresyjne. Swoje trzy grosza dorzuca od czasu do czasu Mariusz, ale to przecież nie niespodzianka więc ten wątek wogole pominąć należy . 17 listopada byłam w szpitalu na kontroli z Natalka , poza podwyższonymi próbami watrobowymi wszystko ok.... Hubcio mówi o dwa słowa wiecej " nóż , chodź " biorąc ze nie należą do najlatwiejszych a oprócz nich mówi mama , tata, daj , nie to... To mamy z nim ubaw i właściwie to te dwie ostatnie informacje maja dla mnie największe znaczenie i sprawiają ze mimo dołka wstaje , idę do pracy i wogole coś robię..... Ps. Dziękuje Iwonko za nominacje do Liebster Blog, chetnie odpowiem na Twoje pytania :)

wtorek, 23 października 2012

21.10.2012- 23.10.2012 Podsumowanie

Moje posty powstają w roznych dziwnych miejscach :) ... np ten pisze przed Makro czekając na Mariusza , który delikatnie mówiąc sie spóźnia ... Ostatnie dni od niedzieli licząc nie należą do tych udanych i spokojnych . Nie wiem czy powinnam używać słowa znowu .... ale chyba tak bo właśnie znowu zawiodlam sie na kimś komu ufalam.... w niedziele posprzeczalam sie z opiekunka , która zaczęła wypowiadać do mnie słowa których wcześniej u niej nigdy nie słyszałam i są one na tyle przykre ze puściły nerwy i o ile ja zrobiłbym to kulturalnie i dyplomatycznie o tyle Mariuszowi brakło cierpliwości i odwrotu już od tej sytuacji nie będzie . Zaprzyjaźniona od ponad dwóch lat Monika , która dwa lata zajmowała sie codziennie naszymi dziećmi teraz wróciła na studia , sama od siebie zaproponowała ze będzie do nas przychodzić w niedziele gdybysmy mieli prace lub będziemy mogli razem gdzieś wspólnie jechać . Cieszylam sie bo zalezalo mi na tym aby dzieci nie stracily z nia kontaktu , Natalka bardzo ja lubi. Tej niedzieli tez tak miało być Umówiliśmy ze będzie z nami do 18 , ze pojedziemy na basen . Chcieliśmy jeszcze zrobić przed basenem dzieciom i jej niespodziankę, i ponieważ była ładna pogoda zabrać ich na balon . Z ogromnymi fochami i pyskowaniem ( chyba pierwszy raz ja taka widziałam ) komentowala zupełnie nie potrzebnie. Odparlam ze jeśli nie ma ochoty to może nie jechać z nami wogole i wystarczy jak wróci sobie te trzy przystanki autobusem do domu. W padła chyba w jakiś amok bo powiedziałam to jeszcze ze trzy razy , aż mariusz w końcu nie wytrzymał o zaczął sie wydzierac ze ma dość fochow biorąc pod uwagę ze dość ze płaci bilety wstępu i jej normalnie za to ze jest w pracy zeby znosic jej pyskowania i żeby wiecej już nie przychodziła bo ma jej dość. . Tolerowalam u niej pewne rzeczy i zachowania bo była na miejscu ale nazbieralo jej sie i to bardziej a szale przelaly słowa ze nas załatwi i zrobi tak żeby nasze obecne opiekunki zrezygnowały ... i jedna tak tez zrobiła , zrezygnowała w poniedziałek rano , tak więc na szybko zalatwilam ciocie i babcie .... To nie koniec poniedziałkowych problemów . Popołudniu posprzeczalam sie z Zona mojego taty ... Wygarnela mi , ze nie jestem w stosunku do niej szczera bo zalatwilam swojemu bratu fuche, i zabronilam mu o tym mówić a on dobra duszyczka sie wygadal. Faktycznie powiedziałam mu żeby sie wstrzymał bo kiedy klientka jej sie pytała czy mógłby przeszkodzić jej pracownikow zrobiła taka minę ze sama klientka powiedziała ze może lepiej nie. Myślałam ze jak wróci to porozmawiamy, ale jak wyjechała mi z takimi tekstami to nerwy zrobiły swoje i poszlysmy obie po bandzie. Nie mam sobie nic do zarzucenia , pracuje na ich rachunek i robię wszystko by wszystko było ok, inni pracownicy maja to gdzieś .... a w zamian mam pretensje i fochy bo maja jakieś problemy typu " nie zapłacony czynsz" .... zapytałam żeby cofnela sie pamięcią kiedy i czy kiedykolwiek zrobiła jakiś dobry uczynek i bezinteresownie komuś pomogła , i żeby sie zastanowila nad zachowaniem bo problemów jeszcze takich z których nie można wyjść nie ma ... Wychodząc zrobiła coś w stylu ze mnie zwalnia.... na parkingu siedzialam chyba z 30 min aż sie uspokoilam . Wieczorem napisałam smsa ze ostatni raz wyciągam rękę i z zapytaniem czy uspokoiła sie i chce porozmawiać . Rozmawialiśmy długo tym razem nie krzycząc , przeprosila mnie za to co powiedziała , ja za to ze krzyczalam .... Ale w głębi serca czuje ze to i tak nic ni zmieni w jej zachowaniu... Wieczorem byłam jeszcze bardziej wkurzona , myślałam ze posiedzimy razem z Mariuszem i dziećmi skoro nie mamy jak wyjść na siłownię .... ale nie, Mariusz zabrał sie jakby nigdy nic i poszedł sam.... ... Z drugiej strony może i lepiej bo miedzy nami tez są spiecia zawodowe , a tak każde miało chwile na to by odsapnac..... Na szczęście dzieci mam zdrowe, Natalka jutro jedzie na szkolna wycieczkę i wszystko zaczyna wracać do normalności ..... już staram sie nie myśleć o bialaczce i jej nawrotach , ale coraz częściej używam zwrotu " Natalka była chora na białaczkę i wygrała ta walkę , bo po 15. dniach była już zdrowa i uzyskała remisje. " Tego będę sie trzymać bo to wyłącznie dla mnie sie liczy.... dzis już kończę bo Mariusz właśnie przyjechał ... 30 min to wogole nie spóźnienie tak więc nie będę sie czepiać i dolewac oliwy do ognia:)...